AKTUALNOŚCI

Kiczyce 2019

Zakończyliśmy rok formacji, w czasie którego baaaaardzo wiele się działo. Zaczynamy wakacje. Ale nie zapominamy o uwielbieniu! Aż do września w niedzielne wieczory będziemy spotykali się co tydzień w salce Kolbego. A w lipcu ruszymy do Kiczyc, by przekonać się na...

czytaj dalej

Pascha

Niewola grzechu jest o wiele głębsza niż niewola Izraela w Egipcie. Niewolnik nie wyratuje niewolnika. Dlatego Izraela wybawił Mojżesz, człowiek wolny, wychowany na dworze faraona. Nasza niewola grzechu była tak głęboka, że musiał przyjść ktoś „stamtąd”! Doskonale...

czytaj dalej

Galeria

Kurs małżeński 2019

Koncerty

Kurs ALFA

Koncert Doroty Wolskiej

Kim jesteśmy?

 

Od trzydziestu lat staramy się słuchać, „co mówi dziś Duch do Kościoła”. Szukamy Jego dróg, kochamy gościć Jego obecność.

Spotykamy się co niedzielę od 19.00 do 21.00 na uwielbieniu, modlitwie wstawienniczej i konferencjach. Przy parafii św. Józefa w Katowicach (ul. Jana Mikusińskiego 8) lub w Domu Kultury (w Katowicach przy ul. Krzyżowej 1). Naszym opiekunem jest ks. Szymon Kiera, a liderem Marcin Jakimowicz

Diakonia Świętej Rodziny jest diakonią modlitwy, która zrodziła się z Ruchu Światło-Życie ponad 30 lat temu. Spotkania wspólnoty, odbywające się w każdą niedzielę w salce nad zakrystią lub też w samym kościele, skoncentrowane są przede wszystkim na uwielbieniu Boga. Poprzez otwarcie na charyzmaty Ducha Świętego członkowie diakonii wchodzą w posługę modlitwy wstawienniczej. Z adoracji rodzi się więc służba. Ważnym elementem życia wspólnoty jest stała formacja oraz częste katechezy zaproszonych gości (w Domu Kultury przy ul. Krzyżowej 1).

Diakonia podejmuje także posługę animacji spotkań modlitewnych oraz organizację Seminariów Odnowy Wiary czy Kursu Alpha. Z formacji rodzi się więc ewangelizacja i działalność charytatywna.

Więzi, które daje doświadczenie wspólnoty, stają się trwałymi przyjaźniami. A stałe wsłuchiwanie się w Słowo Boże prowadzi do coraz to bardziej zdumiewających odkryć, jak nieprzebrane są dary królestwa Bożego, o które ciągle wołamy!

 

Poruszające konferencje

Znakomici mówcy

Pełne ognia koncerty

 

Świadectwa

Ania

Właśnie sobie uświadomiłam, że jestem niebywałą szczęściarą, ponieważ już od 19 lat jestem we wspólnocie! Wszystkie najważniejsze etapy mojego życia były zawierzone Bogu w modlitwie wspólnotowej… I tak w 1996 roku po powrocie z obozu chrześcijańskiego, gdzie przyjęłam Pana Jezusa do serca i ogłosiłam, że On jest moim Panem, byłam święcie przekonana, że Bóg mieszka tylko w kościele protestanckim! Gorliwie modliłam się o wspólnotę. Moje nieudane próby poszukiwań zostały zakończone zaproszeniem przez moją przyjaciółkę na spotkanie diakonii modlitwy.

Czytaj dalej

Tu odkryłam ku ogromnemu memu zaskoczeniu), że Kościół Katolicki nie jest martwym kościołem! Tu odkryłam, że Pan Jest i troszczy się o swoje owce! Tu na nowo odkryłam bogactwo sakramentów, wstawiennictwa wszystkich świętych i przede wszystkim to, kim jest Maryja, że nie chce mi przysłonić Jezusa, ale że pragnie mnie wziąć za rękę i prowadzić do Syna! We wspólnocie Pan mi pokazywał i nadal pokazuje jak bardzo mnie kocha, mimo, że według moich rozrachunków na to nie zasługuję. I ciągle od nowa przypomina mi, że na Jego miłość zasługiwać nie muszę. To we wspólnocie modliłam się o męża, to tam już razem z mężem modliliśmy się o dzieci. Lekarz ocenił, że nie mogę mieć dzieci, a jednak obecnie mamy trzech synów! Każda ciąża była dla nas ogromnym świadectwem Bożej opieki! To we wspólnocie oddawałam Panu Jezusowi mojego umierającego tatę; wielką pociechą i wsparciem były zapewnienia innych, że pamiętają i modlą się. Po śmierci taty dostałam prezent: moc pokoju w moim sercu i pewność, że tata trafił prosto w ramiona miłosiernego Jezusa. Jestem bardzo Bogu wdzięczna za to, że nie musiałam być sama, że dał mi pomoc w osobach moi braci i sióstr ze wspólnoty!

Marcin

Trzydzieści lat modlitwy w „salce na górze”. Niedziela w niedzielę. Kawał czasu. Kawał życia. Setki osób, które przewinęły się przez salkę o. Kolbego. Nie potrafię opowiedzieć o tym w kilku zdaniach.

 

Przywołam jedną ważną dla wspólnoty sytuację. Z grudnia 2014 roku. Na spotkaniu diakonii dostaliśmy Słowo: „Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło” (Mk 11,20). Jezus tuż po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy, na kilka dni przed męką, przeklął drzewo figowe nie rodzące owocu. Miał prawo? Oczywiście. Nie byłoby w tym absolutnie nic dziwnego, gdyby ewangelista lojalnie nie zaznaczył: „a nie był to czas na figi” (Mk 11,13). Absurd? Niedorzeczność? Kaprys Najwyższego? Jezus przeklina drzewo, które wedle wszelkich praw rządzących przyrodą… nie miało prawa owocować. Sytuacja była mniej więcej taka: Syn Boży maszerował wśród sadów niedaleko Grójca. W lutym. Brnął przez zaspy i widząc zmarzniętą na kość jabłoń, na której nie znalazł owoców… przeklął ją. „A nie był to czas na jabłka”.

Czytaj dalej

Co Piotr usłyszał od Jezusa? Słowa o wierze! O regułach panujących w królestwie Tego, który nie zna słowa „niemożliwe”. „Miejcie wiarę w Boga! – odpowiedział Piotrowi Jezus – Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: «Podnieś się i rzuć się w morze!», a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie” (Mk 11,22).

Takie są reguły królestwa. Taka jest etykieta obowiązująca na Jego dworze. Zimą mogą owocować jabłonie.

Kilka minut później na tym samym spotkaniu wspólnoty otrzymaliśmy też słowo z Apokalipsy

o tym, że w Królestwie drzewa wydają swój owoc każdego miesiąca. „I ukazał mi pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia, rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa [służą] do leczenia narodów” (Ap 22,3).

Pan Bóg obiecując naszej wspólnocie przełom, zaczął od obrazu złamanej gałęzi. „Chcę złamać wasze myślenie o Mnie, o tym, do czego jestem zdolny” – zdawał się podpowiadać. Nie ukrywam: opowieść o przeklętym drzewie była całej wspólnoty prawdziwym duchowym trzęsieniem ziemi, radykalną zmianą myślenia o tym, do czego jesteśmy zdolni. Modlimy się od trzydziestu lat. Wyrośliśmy z Ruchu Światło-Życie. Byliśmy kilka razy nieźle przeczołgani i zdarzały się chwile, gdy chcieliśmy wywieszać białą flagę albo nekrolog zapraszający na Mszę w intencji „Ś.P. Diakonii Modlitwy”. Przetrwaliśmy. I nagle, nieoczekiwanie dla wszystkich, spadło z niebo duchowe przebudzenie. Wszystko zaczęło pulsować nieznanym dotąd dynamizmem. Bóg podpowiadał: ściągajcie na ziemię Królestwo!

Łukasz

Od zawsze chodziłem do kościoła, ale moja wiara była tylko pewnym zestawem reguł. Trzeba to. Nie wolno tamtego. Można. Warto. To było jak Prawo Izraela. W takim prawie łatwo znaleźć luki, a następnie interpretować je na własny użytek. Robić wyłomy, wyjątki. Taka wiara nie ma sensu. Zwłaszcza, że tak naprawdę wcale nie potrafiłem uwierzyć, że On w ogóle istnieje. Dopiero kiedy kilka lat temu trafiłem do wspólnoty, dotarło do mnie, że Bóg to znacznie więcej. Relacja z Bogiem okazała się największą przygodą mojego życia.

Czytaj dalej

Zaczęło się od prezentów. Bóg zaczął nagle zabierać różnego rodzaju grzechy i nałogi. Potem stawiał wymagania – co do małżeństwa, ojcostwa. I wspierał każdy mój wysiłek. Stałem się mniej porywczy wobec moich dzieci, bardziej cierpliwy. Łatwiej przebaczałem. Łatwiej dzieliłem się z innymi. Potem, po kilkunastu miesiącach modlitwy, Bóg obdarował mnie łaską wiary. Od tego momentu nie mam już wątpliwości, że On istnieje.

Nauczyłem się też lepiej słuchać tego, co Bóg mówi. I ten dialog z Nim to prawdziwa rozmowa, w obie strony. Trzeba tylko nauczyć się Bożego języka, Jego sposobu komunikacji. Codziennie powierzam Mu wszystkie moje wątpliwości, troski i decyzje. Może jestem szaleńcem, ale nie boję się już niczego, co może mnie spotkać, bo wiem, że On, najlepszy Ojciec dba o mnie. Bóg, dzięki wspólnocie, powołuje mnie do coraz to nowych rzeczy. A ja staram się odpowiedzieć na Jego każde wezwanie, bo wiem, że w ostatecznym rozrachunku, wszystko co robię „dla Boga”, okazuje się tak naprawdę kolejnym prezentem od Niego dla mnie.

Piotrek

Diakonia daje mi najpierw możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o Bogu. Jest też dla mnie wsparciem. Kiedy we wspólnocie słucham świadectw innych osób, widzę, że moja wiara wzrasta. W diakonii jest wspaniała różnorodność, która uczy mnie także miłości względem drugiego człowieka. Wreszcie poprzez wspólnotę mogę służyć innym ludziom. Doświadczam tu co znaczą słowa, które Jezus wypowiedział do swoich uczniów: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,4-5).

Ks. Szymon

Kiedy usłyszałem głos powołania, Jezus podarował mi także wspólnotę. Pamiętam, że gdy w moim sercu zrodziła się pierwsza myśl o pójściu do seminarium, prosiłem Pana, by dał mi znak swojego prowadzenia. Dokładnie następnego dnia podeszli do mnie znajomi, zapraszając na spotkanie modlitewne chorzowskiej odnowy w Duchu Świętym. Czy mogłem zignorować tak czytelny znak? To właśnie przez czas modlitwy w tamtej wspólnocie Bóg utwierdzał mnie w decyzji o pójściu za Jego głosem. Od momentu wstąpienia do seminarium duchownego, a także przez cały czas mojej posługi kapłańskiej, wiem, że tamta wspólnota jest moim wielkim zapleczem modlitewnym. Wiem też, że na mojej drodze nieustannie potrzebuję wspólnoty – grupy ludzi dla których jestem nie tylko duszpasterzem, lecz z którymi razem wzrastam w wierze i powołaniu. Dlatego też od samego początku życia kapłańskiego prosiłem Boga o łaskę znalezienia takiej właśnie grupy.

Czytaj dalej

W czasie studiów w Rzymie Pan dał mi tę wspólnotę w postaci kilku księży, z którymi regularnie spotykałem się na modlitwie i dzieleniu słowem Bożym. W tamtym czasie poznałem też Marcina Jakimowicza, który opowiedział mi o działającej na Józefowcu diakonii modlitwy. Kiedy więc po powrocie do diecezji otrzymałem dekret kapelana i rekolekcjonisty w Bogucicach, z radością przyjąłem zaproszenie do posługi w tej nieodległej wspólnocie. Jaka była moja radość, gdy trzy lata później otrzymałem kolejny dekret – tym razem do Wełnowca. Śmiałem się, że Pan Bóg przeniósł mnie, bym miał jeszcze bliżej na modlitwę!

Dziś z perspektywy ponad trzynastu lat po święceniach mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia i posługi kapłańskiej bez zakotwiczenia w żywej wspólnocie wierzących. Bo to nie tylko ja jestem dla nich, ale o wiele bardziej oni dla mnie. Ich modlitwa i wstawiennictwo wielokrotnie przynosiły mi wsparcie. A świadectwo ich wiary już nie raz kazało mi zawstydzić się własną letniością i było ważnym czynnikiem budującym moją gorliwość.

Napisz do nas

Wesprzyj to, co robimy

FUNDACJA WSZYSTKO NOWE, 

ZYGMUNTA KRASIŃSKIEGO 29,

40-019 KATOWICE

Nasze konto bankowe: ING Bank Śląski 75 1050 1214 1000 0090 8028 4673

z dopiskiem „Na realizację celów statutowych”

 diakonia.jozefowiec@gmail.com
Katowice

Diakonia Świętej Rodziny

ul. Mikusińskiego 8, Katowice

Diakonia Świętej Rodziny

ul. Krzyżowa 1, Katowice
Scroll Up